Analiza fundamentalna polskich spółek - Marcin Przasnyski
Blog > Komentarze do wpisu

Siedem grzechów banków

Pierwsze opublikowane wyniki banków za 2008 rok potwierdzają bardzo złe prognozy dla tego sektora. Problem narasta i dotychczasowe działanie na zwłokę może jeszcze bardziej zwiększyć koszty nie przygotowania do kryzysu.

Banki zawiodły na całej linii. Swoich właścicieli rozczarowały bardzo złymi wynikami bez nadziei na szybką poprawę, polski rząd zawiodły przez zakiszenie gotówki pochodzącej z lokat polskich obywateli (a może nawet wysłanie jej do swoich zagranicznych właścicieli), a klientów zawiodły najbardziej – odwracając się od nich wtedy, kiedy właśnie uderzył kryzys. Teraz banki to zło konieczne i zarazem wróg publiczny, którego uwielbiamy nienawidzieć.

Ta sytuacja nie utrzyma się długo. Czekają nas albo masowe fuzje i powstanie megabanków, albo ich nacjonalizacja. Przeczytaj co się już dzieje w bankowości i co jeszcze może się stać.

Straty banków biorą się z tego samego źrodła, skąd ich niedawne przeogromne zyski: z modelu biznesowego opartego na tanim pieniądzu masowo pożyczanym pod luźne zabezpieczenia. Tłuste wyniki i sute premie rozleniwiły bankowców oraz przyzwyczaiły ich do dobrobytu. Gdy tylko zaczęło dziać się gorzej, oni nie widząc powagi sytuacji i realnego zagrożenia, krótkoterminowymi ruchami dążyli do utrzymania status quo: przerzucając zwiększone koszty na klientów.

 Zwiastunem fatalnych wyników sektora bankowego jest raport BRE Banku, który mimo wielu zabiegów upiększających nie jest w stanie ukryć faktu, że w IV kwartale 2008 r. bank poniósł stratę, a trendy są nadal niekorzystne i perspektyw brak. Sprawdź wyniki i wskaźniki BRE.

W sytuacji kryzysu finansowego, który przez długi czas utrzymywał się poza granicami Polski, a do nas dotarł w postaci załamania się kursu złotego, banki nie sprawdziły się zupełnie. Zawiodły pokładane w nich zaufanie. Jednocześnie na jaw zaczęły wychodzić praktyki, niektóre stosowane dyskretnie od wielu lat, a niektóre całkiem świeże, które są dowodem na całkowity upadek wartości etycznych tego biznesu, a także nieskuteczność nadzoru: 

1. Rabunkowa eksploatacja portfeli klientów na niekorzystnych spreadach walutowych, głównie w ramach spłat kredytów we frankach, ale także przy zwykłych przewalutowaniach, jak również przy rozliczaniu kart płatniczych używanych za granicą.

2. Nierzetelne oferty lokat o bardzo wysokim oprocentowaniu dochodzącym do 10 proc., z zawoalowanymi rzeczywistymi warunkami, na przykład że dotyczy połowy wkładu, albo że działa tylko przez trzy miesiące.

3. Sprzedaż wiązana, na przykład ubezpieczenia kredytu mieszkaniowego, które jak się okazuje w praktyce, nie zabezpiecza przed utratą możliwości jego spłaty.

4. Dowolne ustalanie oprocentowania kredytów mieszkaniowych na swoją korzyść, w oderwaniu od zmian w oficjalnym koszcie pieniądza wynikającym ze zmian stóp procentowych.

5. Wciskanie klientom ryzykownych produktów nie dopasowanych ani do ich potrzeb, ani do profilu ryzyka – czy były to jednostki funduszy sprzedawane masowo przez „osobistych doradców” odbiorcom indywidualnym, czy opcje walutowe i swapy odsetek walutowych, na które złapano tysiące firm.

6. Przepompowywanie pieniędzy do zagranicznych właścicieli w celu ratowania bardziej dotkniętych „central”, które kryzys uderzył wcześniej i mocniej.

7. Nierzetelna komunikacja z rynkiem w sytuacji kryzysu, który jako pierwszy dotknął klientów kredytowych – zostali zostawieni sami sobie.
 

Co ciekawe, podobne praktyki budziły zainteresowanie Sejmu i UOKiKu już w 2006 roku. Nic się jednak nie stało dopóki nie uderzył kryzys odbierając bankom zyski. Na naszych oczach w sposób jednoznaczny zbankrutowały fundamenty biznesu bankowego, czyli zaufanie – do „wieloletniej tradycji”, „światowych instytucji finansowych” i „wyższych sfer finansjery”, a także zwykłej uczciwości. Bankowiec początku XXI okazał się tanim cwaniaczkiem, chowającym się za marmurowym słupem. Cień kładzie się na całym sektorze, choć sprawiła go niewielka grupa właścicieli i top managementu, to skutki poniosą wszyscy jego pracownicy.

piątek, 06 lutego 2009, marcin_przasnyski

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2009/02/06 10:36:53
Kryzys to mamy my czyli klienci i to niektórzy. W kryzys banków uwierzę jak zobaczę zamykanie oddziałów. Na razie na pewnych odcinkach Marszałkowskiej
99% lokali to banki
-
2009/02/06 11:27:53
Kryzys dotyczy tylko klientów zaś banki nadal robia nas w ciula.Czemu nie obnizaja stóp procentowych na kredyty spałcane przez klientów-kredyty zawarte przed kryzysem- tylko umieja podwyzszać ?
-
2009/02/06 11:41:58
banki zawsze będą robić klienta w ciula, na tym ich biznes polega - dobrze że ten kryzys nadszedł, bo klienci mają mniej kasy i bardziej liczą się z każdą złotówką, robią awantury, potem piszą o tym publicyści i dziennikarze, a potem w końcu bankowcy zmieniają trochę kurs pod wpływem kiepskiego PRu, jak już nie mają wyjścia
-
2009/02/06 11:42:01
,,Na naszych oczach w sposób jednoznaczny zbankrutowały fundamenty biznesu bankowego, czyli zaufanie do wieloletniej tradycji, światowych instytucji finansowych i wyższych sfer finansjery, a także zwykłej uczciwości''

Były jakieś wartości? Dobre. A zresztą co z tego? To tak jak z żarciem z marketu - choćby je olejną odświeżali - popyt nie spadnie. Z bankami jest jeszcze gorzej - bo na rynku są praktycznie tylko ,,chrzczone'' produkty. Może w bankach spółdzielczych jest inaczej - większość powyższych zarzutów zdaję się ich nie dotyczy.
-
2009/02/06 12:21:56
No cóż... żyjemy w ciekawych czasach. Klimat się zmienia, zmieniają się systemy polityczne , pada mit kapitalizmu i cywilizacji opartej na pieniądzu. Ciekaw jestem co się z tego wylęgnie ale nie ulega wątpliwosci ze to co się dzieje z bankami to tylko cząstka ogólnej zmiany świata. Kiedyś tez człowiek musiał zejsć z drzewa, stanąc na dwóch łapach, założyc stado, plemię, kraj, ukształtowac gosp feudalną i tak dalej... Aż do dziś kiedy to jedni nabijają się z tego co wciskali nam demiurdzy inżynierii finansowej a drudzy rwą sobie włosy z głowy nad skutkami tej inżynierii. tak czy siak i jedni i drudzy w kapitalizm już wierzyć nie będą
-
2009/02/06 12:48:17
A ja mam takie dziwne przeczucie - ze jak tylko pojawi sie wiecej optymizmu na rynkach to spoleczenstwo (w zgodzie z krzywa Gaussa oczywiscie) wroci do poprzednich praktyk. Ba, niech tylko banki znajda jakas nowa recepte na tanszy kredyt albo obnizki stop spowoduja zmniejszenie rat kredytow w pln - karuzela rozkreci sie na nowo. I wszystkie te narzekajace punkty zamienia sie w jeden: chce miec mieszkanie, to se ide po kredyt i mam...
-
2009/02/06 13:01:03
Znakomity tekst, jeden z niewielu, który bez ogródek opisuje faktyczną sytuację i postawę tego szemranego biznesu. W III RP na tę ponurą sytuację składa się dodatkowo i ten fakt, że na czele NBP stoi klasyczny idiota z nadania Braci Grypsujących, a i szefem KNF jest facet bez jakiegokolwiek autorytetu wśród tych gangsterów z banków. Ciekawym też czy i co o tej sytuacji powie np. ten błazen ze ZBP niejaki Pietraszkiewicz. Rożne media zapraszają tego pajaca, a ten łże w żywe oczy i mówi, że jest dobrze. Najgorzej, że tę diagnozę potwierdza też Jan Vicent-Rostowski i to jest już naprawdę fatalne, bo albo nie wie co mówi, albo mówi, co wie, czyli niewiele.
I ciekaw bym był też opinii na ten temat guru polskiej ekonomii niejakiego Balcerowicza, który twierdził, że tylko prywatne banki będą działały dobrze, a kapitał nie zna narodowości (Balcerek zresztą tak schłodził naszą gospodarkę na początku lat 2000, że dzisiejszy kryzys to pikuś!). Tajemnicza ręka rynku okazała się dziś ręką złodzieja....
-
2009/02/06 15:53:25
A ja będę bronił bankowców.
Jak sprzedajesz towar, na który nie patrzy kupujący, nie czyta warunków umowy i jeszcze pyta Cię o radę, to mu sprzedajesz na swoich warunkach...

Przeszedłem przez kredyty - złotowe, bo zawsze bałem się ryzyka walutowego i miałem świadomość spreadu, który mam wrażenie został odkryty przez "doradców" dopiero kilka tygodni temu.
Przeszedłem przez lokaty - głównie w dużych bankach i bez "ulepszaczy"
Przeszedłem przez współpracę z kilkoma bankami i jakoś nie odczuwam kaca moralnego z powodu tej współpracy.

Największym problemem w mojej ocenie nie jest to, że większość z nas ma problem z czytaniem ze zrozumieniem dłuższych tekstów prawnych (umów, ogólnych warunków i czego tam jeszcze).
Najgorsze jest to, że większość ludzi potrafi zawrzeć umowę na warunkach, któryh nie znają. Wystarczy im to, że po drugiej stronie biurka, w czystym lokalu siedzi pan w krawacie (mniej awanturujący się) albo pani w garsonce (czy żakiecie - nie znam się na garderobie damskiej).

A to, że banki wykorzystały to jak oprych z Pragi (polskiej, nie czeskiej) sprzedający "cegłówkę" - nie dziwi mnie to.

Nie mnie udzielać rad, ale jak nie rozumiem nie doczytałem, to nie podpisuję. A jak mnie usilnie namawiają do podpisania - to z takiej instytucji uciekam.

To po pierwsze.

Po drugie - zalecam głębokie zastanowienie się jak może kształtować się sytuacja finansowa i jak mogą się zmienić warunki w okresie 'życia' kupionego produktu i jakie będą tego konsekwencje?

Taki przykład z ostatnich dni - Multibank ma lokatę zakłądającą, że jeżeli zmiany kursu USD/PLN wyjdą poza jakieś widełki (chyba 14 groszy) to lokata zostanie zwrócona bez oprocentowania. Lokata jest na 3 miesiące, a obecnie dzienne zmiany kursu przekraczają 20 groszy.
Jak ktoś chce oddać na 3 miesiące pieniądze bez oprocentowania to ja je przyjmę, bez potrzeby wymyślania strukturyzowanych produktów. Chętnych proszę o kontak na priv - crazy@gazeta.pl...

No tak zapomniałem - nie nazywam się Bank ale mogę włożyć krawat ;-)

Pozdrawiam
Crazy
-
2009/02/06 16:35:14
dal tego swiadectwo vice przezesunio brebanku...
-
2009/02/06 16:39:43
" michal.faber
2009/02/06 11:41:58
banki zawsze będą robić klienta w ciula, na tym ich biznes polega"

Na tym polega właśnie typowo polski libertariański błąd w myśleniu o wolnym rynku. Niestety w Polsce notorycznie libertarianizm uważa się za liberalizm. A z autorem artykułu niestety się zgadzam. Banki nadużyły pozycji rynkowej. Nigdy w żadnym kraju banki w czasie kryzysu się jeszcze tak nie zachowały.
-
2009/02/06 20:02:08
Niektórzy mówili o tym, a nawet krzyczeli, już 10 lat temu. Niestety, jeszcze do niedawna za to wyzywani od "komuchów" i "nieudaczników", no bo takie rzeczy można mowić TYLKO z zazdrości, że samemu nie jest się prezesem banku.
-
2009/02/06 22:20:00
Droga Agato. Na świecie, a w Polsce szczególnie, istnieje pewien typ ludzi, którzy zawsze wszystko czarno widzą. Ponieważ w życiu jest na zmianę (sinusoida) czasem dobrze, czasem źle, to ci czarnowidze co pewien czas mają swoje okresy tryumfu: A nie mówiłem?! Zgodnie z ta teorią optymiści tak samo tylko czasem mają rację, ale wolę ich, bo z nimi jest milsze życie.
-
2009/02/06 22:26:34
Brali kase na swych stanowiskach teraz niech ją stracą .
Na bruk z takimi , tanimi cwaniackaczmi
-
2009/02/06 22:46:57
Drogi toksol
Na swiecie , a w naszym kraju szczegolnie, istnieje pewien typ ludzi, ktorzy zawsze wszystko bagatelizuja glownie dlatego by w ten sposob swoim "urokiem osobistym" wymoscic sobie wygodne gniazdko zwykle kosztem innych.
Twoja teoryjka zyciowa: "poniewaz w zyciu jest na zmiane" jest parwanem dla wszelkich pajacow korzystajacych glownie z istniejacych trendow by wlasna beztroska glupota obdarzac, z potrzeby "milego zycia", innych, ktorzy z trudem wiaza koniec z koncem.
Sprowadzanie nie tylko zwyklej bankowej niekompetencji i zlodziejstwa do kategori pseudofilozoficznych osobistych wynurzen jest znamieniem naszej prl-owskiej i post-prl-owskiej pseudointeligencji dla ktorej nic wiecej sie nie liczy jak "mile zycie".
Stad pozniej tyle wsrod niej, tej pseudointeligencji, zwyklej taniej, niejednokrotnie tajnej i donosicielskiej sprzedajnosci zapewniajacej "mile zycie" do czasu, kiedy wszystko sie nie rypnie kiedy.
Wtedy troska o "mile zycie" zamienia sie w bagatelizowanie swojej przeszlosci roznymi kretynskim haselkami w stylu "takie byly czasy"!